Muszę jednak zacząć od wyjaśnienia Czytelnikom mojego bloga ,dlaczego ten wpis jest na temat książki poświęconej geometrii i napisanej przez światowej sławy matematyka [o przydomku “ cesarz geometrii współczesnej”] gdy wiadomo , że sam nie jestem matematykiem.

Fakt ten, pozornie jest nawet sprzeczny z tym, co głoszę na salonie 24 ,a mianowicie: pisać należy tylko o tym ,o czym ma się gruntowną wiedzę.

Tymczasem : ja - nie matematyk – piszę o książce z matematyki. Widocznie mam powód, jakieś przyczyny mną kierują.

Yau Shing Tung napisał rzeczywiście piękną książkę[później tę pochwałę uzasadnię] o geometrii algebraicznej [ lub różniczkowej],ale nie jest tak ,że jest to książka wyłącznie o geometrii.

powiększenie, przód 

Już w tytule tej pracy [1]Yau informuje ,że będzie o geometrii w teorii strun, a Yau ani przez chwilę nie wątpi, iż teoria strun, to teoria fizyki współczesnej.

I właśnie takie stanowisko budzi mój sprzeciw.

Jakakolwiek teoria fizyki musi spełniać jednoznacznie określone kryteria metodologii fizyki, których zbiór jest znacznie szerszy od zbioru kryteriów formułowanych dla teorii w matematyce.

W całej książce [której poświęcony jest ten wpis] Yau nieustannie, co krok, wypowiada opinie o fizyce i serwuje mnóstwo informacji o niej, o jej metodach, celach, kierunkach badań.

Powołuje się przy tym na opinie [i cytuje fragmenty tych opinii] dziesiątków fizyków ,dla wzmocnienia [prawdopodobnie] swojego stanowiska ,gdyż ma pełną świadomość ,iż nie jest fizykiem tylko matematykiem ,którego jednak badania i odkrycia mogą mieć ważne zastosowanie w fizyce[jego zdaniem].

Kłopot z tym ,że ci “fizycy”, na których Yau się powołuje to “strunowcy” i – moim zdaniem- ich związek z fizyką jest bardzo nikły.

Żywię przeświadczenie ,że “struny” przyciągnęły tych matematyków ,którym łatwiej było i jest udawać fizyków ,aniżeli mozolić się w matematyce. Przyciągnęły także fizyków pozbawionych intuicji fizycznej i “lwiego pazura” doświadczalnika i przeżywających nostalgię wyzierającą z wyznania: ach, jak żałuję ,że nie zostałem matematykiem..

Oczywiście Yau rozpatruje fizykę w relacji do matematyki, interesuje go interferencja tych dwóch dyscyplin. A ten problem z kolei mnie bardzo interesuje ,nawet ze względów praktycznych.

W swej pracy badawczej, w sposób ciągły i systematyczny stosuję matematykę, jako narzędzie ,jako metodę, toteż muszę czynić namysł nad relacjami między fizyką, a matematyką.

Zacznę od wyrażenia nieufności i podejrzliwości wobec terminu, którym posługuje się Yau : fizyka matematyczna[Mathematical Physics] i który prawem kaduka zdobył już obywatelstwo w metodologii nauk ścisłych.

 

To nie jest fizyka , lecz matematyka i to czystej postaci. Bada się w niej obiekty i struktury matematyczne, tymczasem fizyka powinna badać obiekty i struktury fizyczne, dane umysłowi poznającemu pod postacią świata przyrody.

Na przykład.

Jeśli mówimy “fizyka statystyczna”, to nie mamy przecież na myśli fizykę ,która zajmuje się badaniem teorii prawdopodobieństwa, kombinatoryki lub statystyki.

Tymczasem współczesna fizyka matematyczna właśnie rozwija nie fizykę ,lecz – matematykę. Jej funkcjonowanie doprowadziło do zaniku stosowania terminu “fizyka teoretyczna”.